Zimny prysznic
Zachęcony relacjami medialnymi na temat morsowania, postanowiłem sobie w zeszłym roku, że oswoję się nieco bardziej z zimnem. Na morsowanie byłem jednak zbyt leniwy. Jako substytut wybrałem sobie zimny prysznic. Po krótkim przeszukaniu wszechwiedzących internetów na temat wszelkich za i przeciw, zabrałem się "do roboty". Pierwsze próby nie były zbyt udane, ponieważ nie mogłem zdobyć się na odwagę żeby przekręcić kurek na maksymalne zimno. Przekręcałem go stopniowo i przy pewnym poziomie zimna po prostu ręka już nie chciała dalej kurka przesuwać. Zmieniłem więc strategię i z powodzeniem stosuję ją już przez ponad rok. Otóż prysznic biorę bardzo gorący. Nie parzący, ale po prostu gorący. Dopiero gdy już jestem dostatecznie wygrzany, jednym ruchem przekręcam kurek na "zimno" i tak robię sobie dwa powolne obroty wokół własnej osi (razem może około 10 sekund), ale z pominięciem głowy . Oczywiście pierwsze kilka dni człowiek traci na chwilę dech, ale potem szok był już m...